Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Idea Developer – droga z uczelni do wielkich biznesów
Jakiś czas temu udało nam się nawiązać kontakt z pracownikami Politechniki Łódzkiej, dr Maciejem Szczepańczykiem oraz dr Pawłem Pietrasem, których działalność pozauczelniana wydała nam się niezwykle interesująca. Zachęcamy Was do lektury wywiadu z założycielami spółki typu spin-off, Idea Developer.

 

Czym zajmuje się Państwa firma?

Jak sama nazwa wskazuje – rozwijaniem i kreowaniem nowych idei i rozwiązań, a ponadto szeroko rozumianym consultingiem w zakresie wspierania procesów.

 

Jak długo działa spółka i jaką drogę przebyła, żeby móc funkcjonować w obecnej formie?

W lipcu 2015 r. podpisaliśmy akt notarialny. Wliczając natomiast jeszcze sam proces tworzenia spółki typu spin-off – należałoby dodać kolejne 8 miesięcy, gdyż składają się na niego różne procedury formalne, związane m.in. z wyceną know-how, procedury administracyjne itp. Jesteśmy autorami koncepcji, którą sprzedaliśmy w formie know-how. Politechnika Łódzka, z której się wywodzimy, była przez jakiś czas głównym udziałowcem (98%), a po około roku, na bazie wewnętrznych zapisów, uchwały Senatu PŁ, uzyskaliśmy 60% udziałów jako wynagrodzenie od Politechniki za przekazany know-how. Tym sposobem staliśmy się większościowym udziałowcem, a Centrum Transferu Technologii Politechniki Łódzkiej, czyli spółka celowa powołana w celu komercjalizacji wiedzy generowanej przez pracowników uczelni, zachowała 40% udziałów w spółce.

 

Jeszcze kilka lat temu absolutnie na topie był slogan sugerujący połączenie nauki z biznesem, który Państwo z resztą również wykorzystują. Dziś jest on trochę już zbyt mocno eksploatowany, zatem zapytam – jak wdrażają go Państwo w praktyce i co wyróżnia Idea Developer na tle innych tego typu firm?

Jeśli ten slogan staje się już powoli wyświechtany, to tylko dlatego, że tak są rozłożone wszelkiego rodzaju dotacje, które wymuszają niejako takie połączenie. Działając w strukturach uczelnianych, zakładaliśmy równocześnie na własny rachunek różnego rodzaju spółki. Dlatego postanowiliśmy, że stanie się to naszym core-biznesem, czyli połączymy to, co robimy na uczelni z tym, co poza nią.

Warto dodać, że my nie wywodzimy się z rynku consultingowego, choć na nim działamy. Dzięki temu, że wyodrębniliśmy się z uczelni, specyfika pracy naukowców z różnych dziedzin jest nam znana, wiemy na co instytuty badawcze kładą nacisk i bynajmniej – nie są to wcale „widzimisię” ich dyrektorów, jak przyjęło się sądzić. Chęć pracy naukowców nad komercjalizowaniem swoich rozwiązań stoi w kontrze do oceny okresowej pracowników, oceny parametrycznej instytutów, wymagań co do jakości artykułów naukowych. Pogodzenie potrzeb pracowników naukowych i przedsiębiorców wcale nie jest takie łatwe. Nie wystarczy, że produkt jest innowacyjny i przewyższa dotychczasowe wszystkimi parametrami, jeśli nie ma cech rynkowych. Przedsiębiorcy chcą rozwiązań prostych, często trywialnych, z których jednostki naukowe nie są w stanie zrobić żadnej wartościowej publikacji. Dodatkowo w artykułach naukowych należy cytować wyniki badań podstawowych, prac wdrożeniowych i eksperymentalnych, a nie przemysłowych i rozwojowych.

 

Z jakiego typu klientami się Państwo stykają w swojej pracy – czy mają oni już gotowe, idealnie rozpisane projekty czy przeciwnie?

Nikt w zasadzie nie przychodzi do nas z gotowymi projektami – są to albo jakieś nazwijmy to „idee fix”, które trzeba dopiero rozwinąć albo propozycje na zasadzie „Mam takie i takie potrzeby inwestycyjne, pomożecie?”. W pierwszym przypadku zdecydowanie możemy się realizować ze swoimi ideami, ale w tym drugim – nasze zadanie polega na sprowadzeniu tej konkretnej potrzeby do formy dającego się sfinansować projektu.

 

Z jakich branż się wywodzą?

Patrząc na historię naszej spółki, a nawet na okres jeszcze sprzed jej powstania, mamy tutaj pełen przekrój projektów – od branży IT, poprzez typowo inwestycyjne rozwiązania, takie jak budowa i wyposażenie hal fabrycznych w przemyśle budowlanym czy chemicznym, skończywszy na biotechnologicznych tematach powiązanych zarówno z farmacją, jak i przemysłem spożywczym.

 

W jakie projekty są Państwo obecnie zaangażowani i czy są wśród nich te na wyższym etapie wdrażania?  

W tej chwili mamy otwarty projekt i sami czekamy na wyniki konkursu w zupełnie innej jeszcze dziedzinie. Chodzi o zarządzanie ryzykiem operacyjnym przedsiębiorstw i jednostek samorządu terytorialnego. Złożyliśmy w naszej ocenie bardzo ciekawy projekt do konkursu unijnego dotyczący platformy współpracy między różnymi służbami a mieszkańcami. Na rynku istnieją już nieliczne aplikacje dedykowane służbom antykryzysowym, czyli ratowniczym w połączeniu z jednostką samorządu terytorialnego, która zarządza sytuacją kryzysową. My dołączamy do tego możliwość komunikacji także z mieszkańcami i taka współpraca wcale nie musiałaby się opierać od razu na sytuacji kryzysowej. Mamy nadzieję, że w przeciągu dwóch lat uda się zmaterializować ten projekt.

Przyjęliśmy także zlecenie, dla wielu abstrakcyjne, związane z budową instalacji chemicznej w Afryce. Jesteśmy obecnie na etapie studium wykonalności projektu, z tym że tutaj od razu musimy zaproponować precyzyjne rozwiązanie, przystosowane dla tego konkretnego rynku. Jest to o tyle duże wyzwanie, że większość studium pisze się typowo pod fundusze unijne, a my jako europejscy inwestorzy, nie znamy uwarunkować tamtejszego rynku.

Mamy także otwartą współpracę z dość dużym graczem na rynku instalacji fotowoltaicznych, grupą Sunwind, pomagając ich klientom w pozyskiwaniu funduszy na tego typu instalacje. Dodatkowo zajmujemy się wsparciem lokalnych inwestorów w typowo inwestycyjnej działalności budowlanej. To akurat są takie małe projekty, na zasadzie „z czegoś musimy żyć”, a idee rozwijamy przy okazji większych, wyżej wymienionych projektów.

Przez 1,5 roku działania nie ma fizycznie możliwości poszczycić się projektami bliskimi wdrożenia lub już wdrożonymi. Natomiast, tak jak już wspomnieliśmy, przed założeniem Idea Developer prowadziliśmy różne inne aktywności biznesowe. Przez trzy lata koordynowaliśmy m.in. projekt Politechniki Łódzkiej i PGE, w którego wyniku powstał bardzo wysoko oceniany filtr substancji szkodliwych dla środowiska. Projekt zakończył się sukcesem i PGE analizuje obecnie możliwość wdrożenia go na skalę przemysłową, a aktualnie jest postawiony w siedzibie PGE w wymiarze prezentacyjnym. Był realizowany w bardzo mocno interdyscyplinarnym środowisku – poza energetykami, pracowali przy nim chemicy, specjaliści z zakresu mechaniki konstrukcji maszyn, inżynierii materiałowej, przepływów w aspekcie kierowania strumienia spalin. Jest to zatem nasz projekt, ale nie pod szyldem marki Idea Developer.

Ponadto od lat reprezentujemy Politechnikę Łódzką w ramach konsorcjum biogospodarki, Centrum Zaawansowanych Technologii . Podmiot ten przez lata skupiał wyłącznie środowisko akademickie z regionu łódzkiego, pozwalając jego reprezentantom aplikować o różne projekty badawczo-rozwojowe w obszarze biogospodarki. Obecnie rynek wymusza jego przebudowę i zaczynamy dopuszczać w jego struktury coraz więcej przedsiębiorców, budować z nimi relacje, które będą stanowić grunt pod przyszłe projekty biogospodarcze w regionie. Władze także zauważyły potencjał branży i powoli tworzą się tendencje, by z Łódzkiego stworzyć centralny ośrodek biogospodarki w kraju.   

 

Czyli z jednej strony projekty IT, gdzie wystarczy jeden człowiek, biurko i komputer z dobrym oprogramowaniem, a z drugiej biogospodarcze, chemiczne, do których realizacji niezbędne są ogromne działy badawczo-rozwojowe, duże przestrzenie laboratoryjne, setki pracowników…

Czytając to, o czym rozmawialiśmy do tej pory można by odnieść wrażenie, że chcemy złapać zbyt wiele srok. My jednak zawsze podkreślamy, że uprawiamy taki fantastyczny zawód, jakim jest Product Manager i patrząc z perspektywy zarządzania nie ma znaczenia, że są to tak różne projekty. My przecież w żadnym z nich nie jesteśmy wykonawcami, to nie my będziemy pisali kod programu czy stali przy stole laboratoryjnym. Po prostu mamy za zadanie koordynować te działania i zwrócić uwagę na bardzo mocno niedocenianą w naszej kulturze umiejętność zarządzania interesariuszami, czyli pogodzenia różnych stron, często mających rozbieżne cele. Jest to zupełnie niezależne od środowiska, w którym dany projekt się rozwija. My stawiamy na przemyślane działania, poparte zdrowym rozsądkiem i dużą znajomością różnego rodzaju narzędzi czy technik zarządzania. Nie mamy tych projektów bardzo wiele, ale wiedząc jak działa konkurencja, nie łapiemy się wszystkiego, co się rusza. Wybieramy to, co sami jesteśmy w stanie realnie wspomóc. Nie mamy zespołu kilkunastu stałych pracowników, tak jak firmy konkurencyjne, które działają od konkursu do konkursu, przyjmując na siebie kilkadziesiąt projektów. My raczej zaprzyjaźniamy się z klientem, ponieważ nasze projekty są mocno rozłożone w czasie, tworzymy relacje, wnikamy w struktury zleceniodawców. Nie ograniczamy się do obsługi administracyjnej na zasadzie napisania wniosku, dania wytycznych aplikacyjnych do jego złożenia, sprawdzenia poprawności dokumentów rozliczeniowych i ewentualnie dostarczenia ich do instytucji zarządzającej. Tak nigdy nie działaliśmy.

 

Nasi czytelnicy liczą na wdrażanie projektów z zakresu biotechnologii, farmacji, kosmetologii i wydaje mi się, że to są właśnie projekty, które określamy jako te większe. Czy mają one racje bytu w polskich realiach?

Wbrew pozorom, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ukierunkowuje środki właśnie na te większe projekty, z dobrą podbudową naukową, sfokusowane na wprowadzenie innowacji do obiegu, czy to formie produktu czy nowoczesnego procesu. Wystarczy spojrzeć na wyniki konkursów, czyli na tzw. „szybką ścieżkę”, gdzie firmy z wymienionych przez Pana branż dominują. Potencjał jest duży, ale często zbyt trudną do przejścia barierą są wysokie progi kwotowe wejścia, które zdecydowanie przewyższają te w branży IT. My próbowaliśmy niedawno złożyć projekty na rynku hodowców, z tym że bariera wejścia wynosiła 10 mln złotych. Wkład własny połączony z niepewnością co do wyniku są największymi trudnościami w tych przypadkach. Dlatego na gruncie krajowym w zasadzie tylko NCBR daje dzisiaj możliwości dla takich dużych przedsięwzięć.  

KOMENTARZE
Newsletter